Kobieta pocieszycielka. Recenzja książki „Biała chryzantema” Mary Lynn Bracht

6 maja 2018

Seul. Na krzesełku siedzi młoda Koreanka. Ma nie więcej niż czternaście lub piętnaście lat, ale w niczym nie przypomina współczesnych nastolatków. Nierówno przycięte włosy okalają jej dziecięcą twarz, a tradycyjny strój chima jeogori, który ma na sobie odsłania jej bose stopy. Zaciśnięte w pięści dłonie złożone na kolanach emanują determinacją. Dziewczynka bystrym wzrokiem wpatruje się w okna japońskiej ambasady znajdującej się po przeciwnej stronie ulicy. Obok niej stoi puste krzesło.

Ten, zdawałoby się z pozoru, niewinny w swym koncepcie pomnik doprowadził do kryzysu w relacjach koreańsko-japońskich w grudniu 2011 roku, gdy nastąpiło jego odsłonięcie. Jest on bowiem hołdem dla tysięcy dziewcząt, które podczas II wojny światowej były zmuszane do nierządu na rzecz japońskiej armii. Kwestia „kobiet pocieszycielek” (jap. ianfu) przez wiele lat pozostawała tematem tabu. Niestabilna sytuacja polityczno-gospodarcza na Półwyspie Koreańskim oraz wojna z lat 1950-1953 nie nastrajały do rozliczeń z dawnym japońskim okupantem. Z drugiej strony konfucjańskie normy rządzące patriarchalnym koreańskim społeczeństwem skutecznie odbierały kobietom głos w walce o swoje prawa i godność. Poniżenie, wstyd, poczucie rezygnacji i chęć ucieczki od bolesnych wspomnień z przeszłości – to emocje, które towarzyszyły wielu Koreankom przez blisko pięćdziesiąt lat zanim zdobyły się na odwagę, by opowiedzieć o swoich krzywdach. Mając za swój oręż jedynie słowa stawiały na szali nie tylko swoje imię, ale też dobro swej rodziny, współmałżonków, dzieci i wnuków. W nierównej walce z ostracyzmem społecznym i wielką polityką niejednokrotnie słyszały, że po co rozgrzebywać dawne konflikty, że może ich starcza pamięć szwankuje, że nie mają dowodów lub że były zwykłymi prostytutkami, które po pół wieku chcą wyłudzić gigantyczne odszkodowania przy okazji narażając na szwank relacje między Koreą a Japonią. Przez dwadzieścia lat od upublicznienia swych historii kobiety te walczyły z łatką ladacznic i wyłudzaczek-marionetek w rękach bliżej nieokreślonych ugrupowań, których celem było zachwianie sceną polityczną. Mimo tych wszystkich przeciwności dopięły swego, a pomnik jest tego ukoronowaniem. Jest on również istotnym elementem powieści Mary Lynn Bracht Biała chryzantema opowiadającej o losach dwóch koreańskich sióstr rozdzielonych przez wojnę, ale połączonych nierozerwalną nicią miłości.

M.L. Bracht, Biała chryzantema, Prószyński i S-ka

Jest rok 1943. Szesnastoletnia Hana mieszka wraz z rodzicami i młodszą siostrą w skromnej chacie na wyspie Czedżu. Podobnie jak jej matka i babka Hana należy do grona haenyeo – poławiaczek nurkujących w zimnych głębinach po ostrygi, wodorosty i inne bogactwa morza. Są to kobiety silne, dumne i niezależne, które odznaczają się nie tylko hartem ciała, ale i ducha. Przynależność do tej niewielkiej społeczności jest dla dziewczyny zaszczytem, tym bardziej, że otaczający świat traktuje ją, jak człowieka drugiej kategorii. Hana nie zna bowiem innego życia, niż pod japońską okupacją. Podobnie jak wielu innych ani ona, ani jej rodzina nie ma szans na dobry zarobek, więc z trudem utrzymują się z darów matki natury. Językiem ojczystym może posługiwać się jedynie w domu. Nawet jej imię jest na wskroś japońskie. Codzienna egzystencja podszyta jest strachem przed gniewem japońskich żołnierzy, których pełno w okolicznych wioskach. Matka Hany zdaje sobie sprawę, że dorastająca nastolatka to atrakcyjny i łatwy łup dla uzbrojonego Japończyka, więc poucza córkę by unikała sytuacji, w której znalazłaby się z nim sam na sam. Co ma jednak zrobić dziewczyna, gdy w obliczu zagrożenia staje jej dziewięcioletnia siostra? Ukochana siostrzyczka, którą Hana obiecała chronić i której przysięgła, że kiedyś będą razem pływać w morzu jako haenyeo?

Rok 2011. Dobiegająca osiemdziesiątki Emi, mimo swego wieku wciąż nurkuje wraz z towarzyszkami haenyeo w morzu okalającym wyspę Czedżu. Woda pomaga rozluźnić zmęczone, stare ciało i ukoić umysł. Kobietę od dłuższego czasu nawiedzają koszmary – potwór z głębin, który nie pozwala jej wynurzyć się i młoda dziewczyna w łodzi. Emi nie widzi jej twarzy, jest niczym rozmyta plama, ale głos, którym przyzywa staruszkę do siebie brzmi znajomo. Wydaje się, jak gdyby wspomnienia zepchnięte gdzieś głęboko do podświadomości zaczęły małą strużką wypływać na powierzchnię. Staruszka odgania od siebie niespokojne myśli, nadszedł bowiem ten czas w roku, gdy na krótko odwiedza swe dzieci w Seulu. Chociaż kocha syna i córkę trudno im wzajemnie okazywać sobie uczucia. Jest między nimi niewidzialny dystans zbudowany na przykrych doświadczeniach z przeszłości i zranionych ambicjach. Jednak wizyta w stolicy ma nie tylko charakter rodzinny. Ten jeden raz w roku Emi dołącza do regularnie protestujących pod ambasadą japońską „pocieszycielek”, ich rodzin i zwolenników. Wzrokiem szuka w tłumie znajomej twarzy. Twarzy, którą odnajduje w obliczu dziewczynki z brązu usadowionej na krzesełku. Pod naporem pytań swych dzieci Emi zmuszona jest skonfrontować się z demonami przeszłości i wyjawić od dawna skrywaną tajemnicę.

Mary Lynn Bracht prowadzi fabułę dwutorowo naprzemiennie opisując losy Hany i Emi, dzięki czemu uzyskuje efekt paraboli. Autorka z dużym wyczuciem buduje napięcie poprzez dynamicznie rozwijającą się historię Hany by następnie, trzymając czytelnika w zawieszeniu, przenieść ciężar opowieści na spokojny wątek Emi. Z jednej strony, z zapartym tchem oczekujemy na rozstrzygnięcie punktu kulminacyjnego, a z drugiej mamy szansę na chwilowe emocjonalne rozładowanie. Taki zabieg pozwolił pisarce na osiągnięcie jeszcze jednego celu, a mianowicie umożliwił przedstawienie problematyki „pocieszycielek” z dwóch perspektyw. Hana reprezentuje aspekt historyczny, jest uosobieniem wspomnień licznych ianfu, które podczas wojny doznały niewyobrażalnych krzywd ze strony armii japońskiej. Emi natomiast odzwierciedla współczesne bolączki tych kobiet, ich zmagania z własną przeszłością, strach przed ostracyzmem rodziny i społeczeństwa.

Podczas japońskiej okupacji cierpieli wszyscy mieszkańcy Korei. Wielu z tych, którym udało się przeżyć drugą wojnę światową , zginęło później  podczas wojny koreańskiej. Jeśli jednak, podobnie jak Emi, zdołali przeżyć obie te wojny, do końca życia musieli zmagać się z brzemieniem bezradności i przytłaczającego żalu. Utrata najbliższych, zamordowanych, zagłodzonych, porwanych, zdrada i nienawiść ze strony sąsiadów – wszystko to składało się na ich han (uporczywy ból duszy), pojęcie, które znał i nosił w sobie każdy Koreańczyk. (s. 112)

Patrząc na nasz dzisiejszy świat wojna wydaje się nam wydarzeniem tak odległym, aż niemal nierealnym, czymś co istnieje na kartach podręczników historii i archiwalnych fotografiach. Wiele „pocieszycielek” nie doczekało końca wojny, ale nieliczne z nich są jeszcze wśród nas. Patrzą na dzieci bawiące się na placu zabaw skąpane w słońcu, na uśmiechnięte dziewczęta spacerujące po wyczerpującym dniu w szkole, w pamięci mając swoje lata młodości przepełnione głodem, bólem i gwałtem. Niejedna przeszła załamanie psychiczne lub miała objawy zespołu stresu pourazowego, a próby i myśli samobójcze nie były rzadkością. Czy powinny zatem zapomnieć? Zabrać tę okrutną historię w tajemnicy do grobu? Nie. Historia „pocieszycielek” stanowi bowiem ważny głos w debacie o przemocy seksualnej podczas konfliktów zbrojnych, na którą przez lata istniało ciche przyzwolenie społeczności międzynarodowej. Dopiero w 1993 roku Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii uznał gwałt, na równi z torturami i eksterminacją, za zbrodnię przeciwko ludzkości, gdy zostanie on popełniony podczas trwającego konfliktu zbrojnego i jest skierowany przeciwko ludności cywilnej. Podczas wojny w Jugosławii masowe i zorganizowane gwałty na muzułmankach były wykorzystanie jako narzędzie taktyczne wpisane w wojenną strategię. Podobnie jak system „pocieszycielek”, który co najmniej od 1937 roku, był zorganizowany i koordynowany przez japońską armię, począwszy od rekrutacji, poprzez transport na front i miejsca stacjonowania oddziałów, na organizacji domów publicznych skończywszy. Badacze i politycy po dziś dzień spierają się o liczbę „pocieszycielek”, ale przyjmuje się, że mogło być ich od pięćdziesięciu do dwustu tysięcy, z czego znaczną cześć stanowiły młode Koreanki.

Mary Lynn Bracht zdaje sobie sprawę jak bolesna i niełatwa do opisania jest to materia. Jak sama przyznaje w swojej powieści starała się koncentrować na bezpośrednich konsekwencjach tych wydarzeń, które dotykały jednostek, a nie całych narodów. Zmagając się z tematyką historyczną nietrudno zatracić neutralną perspektywę. W konfrontacji z cierpieniem ofiary możliwe jest podświadome utożsamienie się ze stroną poszkodowaną. Autorce udało się zachować równowagę w tym zakresie – nie docieka poprzez swoje bohaterki dlaczego stało się to, co się stało, ani nie rzuca oskarżeń. Nie poucza też czytelnika co ma myśleć i czuć. Ponadto zamiast skupiać się na cierpieniu i okrucieństwach wojny Bracht zdecydowała się celebrować nie wszechobecną śmierć, lecz życie, chęć przetrwania i siłę drzemiącą w nas. Podczas gdy jej współwięźniarki starają się uciec od rzeczywistości narkotyzując się lub odbierając sobie życie, Hana walczy o każdy dzień wspominając obietnicę złożoną siostrze. Nie nienawiść, nie chęć zemsty, a właśnie miłość oraz tęsknota za rodziną i domem są siłą napędową głównej bohaterki.

Biała chryzantema jest pozycją wartościową nie tylko ze względu na tematykę, ale też kunszt literacki debiutującej pisarki. Jej wrażliwość i umiejętność zgłębiania ludzkiej psychiki jest szczególnie widoczna w postaci Emi – zahartowanej, a jednocześnie słabej i poddającej się ułomnościom własnego ciała staruszki. Drobne gesty uchwycone przez autorkę sprawiają, że przed oczami czytelnika momentalnie ukazuje się lekko ugięta pod ciężarem lat sylwetka posiwiałej babci, jej pomarszczone ręce i lekki uśmiech. Powieść Mary Lynn Bracht to emocjonalnie poruszająca historia opowiedziana pięknym językiem, a jej bohaterki na długo zapadają w pamięć.

Agata Czapkowska


Tytuł: Biała chryzantema
Tytuł oryg.: White Chrysanthemum
Autor: Mary Lynn Bracht
Tłumacz: Janusz Ochab
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: marzec 2018 r.
ISBN: 978-83-8123-197-8

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *