Stawiając czoła starości. Recenzja książki „Dziennik szalonego starca” Tanizakiego Jun’ichirō

9 grudnia 2018

Tanizaki Jun’ichirō (1886-1965) zaliczany jest do grona najwybitniejszych i najpopularniejszych pisarzy japońskich XX wieku. W ciągu swego długiego, bo ponad osiemdziesięcioletniego życia tworzył nieprzerwanie, pozostawiając po sobie liczne powieści, opowiadania, dramaty, wiersze tanka oraz eseje i szkice. W 2015 roku minęło pięćdziesiąt lat od jego śmierci, natomiast w 2016 roku, przypadała 130. rocznica urodzin tego wielkiego pisarza. Te dwie tak ważne rocznice stały się pretekstem do uczczenia pamięci wielkiego twórcy i jego dorobku literackiego nie tylko w Japonii, ale także poza jej granicami, poprzez różne wydarzenia kulturalne, konferencje, sympozja, a nawet po ponad trzydziestu latach reedycję jego dzieł zebranych przez prestiżowe wydawnictwo Chūō Kōronshinsha. Niedawne wznowienie powieści Dziennik szalonego starca przez Państwowy Instytut Wydawniczy po czterdziestu sześciu latach od ukazania się jej pierwszego tłumaczenia dokonanego przez Mikołaja Melanowicza, można więc śmiało uznać za choć niezamierzony, ale ważny nasz polski wkład we wspomniane obchody rocznicowe.

Powieść jest napisana w formie pamiętnika przez siedemdziesięciosiedmioletniego starca Tokusuke – głowę rodu Utsugi, człowieka majętnego, elokwentnego i wykształconego, znającego się na tradycyjnych sztukach Japonii, takich jak kaligrafia, teatr, ikebana. Cierpi on na nerwobóle, zmaga się także z postępującym drętwieniem lewej ręki oraz bólem kończyn dolnych.  Bardzo drobiazgowo prowadzi zapiski dotyczące wizyt lekarza, masażysty i rehabilitanta oraz częstotliwości przyjmowanych leków. Jest zainteresowany własnym procesem starzenia się. Bohater przyznaje, że coraz częściej zdarza mu się myśleć o śmierci. Wyobraża sobie nawet własną ceremonię pogrzebową tak szczegółowo, że wymienia utwory, które chce usłyszeć w wykonaniu mistrza gry na instrumencie koto oraz pragnie, by jego trumna wystawiona była w pokoju wychodzącym na ogród. Czuje się zmęczony życiem i nie obchodzi go to, kiedy umrze. Twierdzi, że dopóki żyje nie może oprzeć się urokowi płci pięknej. Przyznaje się, że jest zupełnym impotentem, a sens jego egzystencji wypełniają dwie przyjemności: wykwintne jedzenie i seks. Ma świadomość tego, że jest brzydkim, pomarszczonym starcem nieposiadającym ani jednego własnego zęba i wie, że z taką twarzą jak jego własna, tylko głupiec może żywić jakieś choćby najmniejsze nadzieje na względy u kobiet. Jedyną osobą znającą najskrytsze pragnienia i myśli starca jest jego synowa Satsuko. Z czasem zaczyna ona ten fakt sprytnie wykorzystywać. Satsuko, była tancerka rewiowa ma kochanka Haruhisę i tylko pozornie wygląda na przykładną panią domu. Jest kobietą nowoczesną, żyjącą w wielkim luksusie, uwielbiającą boks i filmy erotyczne. Wie, że stary Tokusuke jest nią oczarowany, odczuwa podniecenie na jej widok i w miarę możliwości aranżuje okazje do przebywania z nią sam na sam. Ona doskonale odczytuje jego zamiary, prowokuje więc takie sytuacje i pozwala mu na lizanie i pieszczenie jej stóp – stanowią one fetysz dla staruszka.  Własnymi ustami podaje mu leki, a w zamian prosi, by jej kupował biżuterię i pomagał w łagodzeniu konfliktów z teściową. Z czasem jej stosunek względem starca staje się coraz bardziej arogancki, lekceważący i oziębły. Ona sama nazywa go starcem zepsutym, strasznym dziaduniem, mówiąc mu wprost, że wzbudza w niej obrzydzenie. Dla Utsugiego taka jej postawa działa zbawiennie, gdyż jak twierdzi: „kobieta tym bardziej mnie pociąga, im bardziej przez nią cierpię”. Dla Tokusuke przywilejem jest zginąć z rąk pięknej, władczej i okrutnej kobiety. Taka właśnie wydaje mu się synowa. Celowo prowokuje kłótnie swej żony i córek z Satsuko. Niewypowiedzianą przyjemność sprawia mu jej widok: zadziornej, cynicznej i złośliwej. Dni spędzane wspólnie z Satsuko mijają, zdrowie starca pogarsza się, a ten coraz pilniej zaczyna się przygotowywać do swojej śmierci i obrządku pogrzebowego. Wymyśla nawet nagrobek „kamień ze stopami Buddy” według skopiowanego wzoru stóp Satsuko.

J. Tanizaki, Dziennik szalonego starca, PIW (2018).

Dziennik szalonego starca jest utworem reprezentatywnym dla ostatniego, zwanego współczesnym (1950-1965), okresu twórczości Tanizakiego, w którym motywem dominującym jest starość, obumieranie sił witalnych, utrata sprawności seksualnej i osłabienie potencji mężczyzny. Pamiętnikarska forma utworu świadczy o bardzo intymnym i szczególnym potraktowaniu tematu czasu i starości przez autora. Przedstawiana przez Tanizakiego śmierć jest nieodzownie związana z pogłębiającym się problemem impotencji męskich bohaterów, a pamiętnik wydaje się najstosowniejszym narzędziem ułatwiającym uporządkowanie bardzo osobistych przemyśleń. Warto zwrócić uwagę na stosunek starca do przemijania i kończącej życie śmierci. Jest to podejście typowo buddyjskie – on nie odczuwa smutku czy nostalgii, gdyż ma świadomość nieuchronności śmierci i przemijania, ale też istnienia tu i teraz. W myśl buddyzmu japońskiego śmierć nie jest końcem, a początkiem. Buddyzm japoński podkreśla konieczność afirmacji życia i cieszenia się jego najmniejszymi przejawami. Japończycy nie przywiązują się do czasu oraz istnienia. Europejczyk zapytany, co jest dla niego antonimem śmierci, odpowie: życie. Japończyk natomiast wskaże narodziny. W Japonii tradycja nakazuje, by być przygotowanym na starość, niedołężnienie z odwagą i zachowaniem spokoju. Japończycy już za życia z optymizmem przygotowują się do śmierci, gdyż buddyzm nie jest religią opartą na nakazach i zakazach. Przynajmniej buddyzm obecny w omawianej powieści (Tanizaki, jak i główny bohater, identyfikował się z szkołą buddyjską jōdoshū – sekta Czystej Ziemi). W myśl buddyzmu pokusy, dążenie do przyjemności wynikają z natury człowieka, dlatego nie można go osądzać, a raczej powinno się mu wskazywać sposoby rozsądnego wybierania przyjemności. Każdy, kto w oparciu o takie założenia przeżywa swoje tu i teraz, nie ma podstaw do obaw co do życia pośmiertnego. Buddyzm nie straszy karą za grzechy popełnione za życia, dlatego Japończyk nie zastanawia się, co będzie po śmierci, gdyż wie, że zostanie Buddą. I tak też jest w powieści Tanizakiego. Takie właśnie podejście względem przemijania czy śmierci reprezentuje stary Tokusuke. Naśmiewa się z wyglądu swego starczego ciała i jednocześnie akceptuje towarzyszący mu cały czas ból, gdyż to właśnie przeżywany ból stanowi dopełnienie osiąganej przez niego rozkoszy seksualnej. Ból i przyjemność zmysłowa są nierozłączne dla głównego bohatera. Niejeden czytelnik przyzna, że autor celowo nadał opisywanym przez siebie sytuacjom charakter groteskowo-ironiczny i nie należy ich odczytywać dosłownie. Autor zdaje się po buddyjsku sugerować, że śmierć od chwili narodzin jest obecna w naszym życiu i że należy się z nią oswoić. Zdaje się też mówić, że groteskowy dystans przyczynia się do uwrażliwienia czytelnika na to, jaki koniec może spotkać człowieka dobrowolnie paktującego z Erosem, by przechytrzyć Tanatosa – jak to trafnie w posłowiu wyjaśnia tłumacz powieści, profesor Mikołaj Melanowicz. Dystans może pomóc w naświetleniu, a następnie obnażeniu ułomności relacji międzyludzkich opartych głównie na wzajemnej grze w celu osiągnięcia korzyści – czy to cielesnych, czy materialnych. A w taką grę włączają się przecież starzec Utsugi z synową Satsuko. Tanizaki pisząc tę powieść miał 75 lat. Był już bardzo schorowany. Nie pisał jej sam odręcznie, gdyż od 1958 roku nie pozwalał mu na to postępujący niedowład ręki, więc musiał utwory dyktować sekretarkom. Od 1960 roku zmagał się z nadciśnieniem i postępującą niewydolnością serca i z tego powodu często przebywał w szpitalu i lekarze zalecali mu oszczędny tryb życia. W latach 1957-1965 powstało też wiele szkiców, luźnych zapisków, w których drobiazgowo – jak starzec Utsugi, opisywał swoje samopoczucie, wizyty u lekarzy czy rodzaje zdiagnozowanych schorzeń oraz leki, jakie musiał przez to zażywać. Pisał w nich wprost, że jest pogodzony z faktem zbliżającej się śmierci, dlatego zamierza korzystać z życia tak długo, jak to będzie możliwe. Tak więc własne doświadczenie pisarza mogło tylko uwiarygodnić narrację Tokusukego. Interesujące jest też (jakże wierne w przekładzie) znaczenie tytułu – to Satsuko nazywała przecież starca pieszczotliwie „strasznym dziaduniem” i to określenie znakomicie odzwierciedla nie tylko jej stosunek do teścia, ale i całego otoczenia staruszka.

J. Tanizaki, Dziennik szalonego starca. Niektórzy wolą pokrzywy, PIW (1972).

Już w tytule powieści czytelnik ma zawartą sugestię, że głównego bohatera nie należy traktować poważnie, a raczej z przymrużeniem oka. I tak należy też odczytywać całą tę powieść. W Japonii, ale także poza jej granicami do Dziennika przylgnęły na stałe takie epitety jak: obrzydliwa, wypaczona, skandaliczna, zboczona czy obleśna. Niestety ograniczając się tylko i wyłącznie do powierzchownej oceny powieści, i określając ją powyższymi epitetami, odmawia się jej walorów artystycznych.  Ktoś, kto przeczytał już trochę literatury japońskiej będzie wiedział, że w niej nic nie jest powiedziane wprost, że zawiera ona dużo zasugerowanej treści, którą trzeba czasem samemu odkodować, dlatego jest to proza niełatwa i wymagająca od czytelnika pewnego intelektualnego przygotowania oraz także specjalnej wrażliwości. Przystępując do oceny wartości tej powieści, jej znaczenia dla współczesnego czytelnika czy także celem ułatwienia jej zrozumienia, niezbędne będzie przedstawienie pokrótce najważniejszego i wszechobecnego w twórczości mistrza Tanizakiego motywu naczelnego, jakim była kobieta. Otóż Tanizaki, jako nieliczny z pisarzy japońskich, znał smak życia w dawnej jak i współczesnej Japonii i jak nikt inny, potrafił wyrazić wolę życia, w którym piękno – zwłaszcza uroda kobiety – stanowią źródło mocy witalnej. Dowodem na to jest niezliczona galeria postaci kobiecych w jego twórczości. Jego dorobek literacki to pochwała kobiety i jej cielesności. To także ukłon w stronę piękna ukrytego w kobiecym ciele, które nie przemija, jest wieczne i które należy kultywować. Warto dodać, że bohaterkom swoich powieści nadał też cechy charakteru, gdyż samo ciało, choćby nie wiadomo jak piękne, musiało kumulować w sobie pierwiastki zła. Tanizaki uważał, że kobieta piękna musi być kobietą złą. Im okrutniejsza i władcza jest kobieta, tym pełniej uwydatnia się jej piękno. I już w takim podejściu pisarza można dopatrywać się tendencji masochistycznych, jako ważnego wątku uzupełniającego motyw kobiety. A jeżeli dodamy do tego fakt, iż jednym z atrybutów wielbionej piękności była stopa, to okaże się, że tendencja masochistyczna bardzo ściśle powiązana była z tendencją fetyszyzmu stopy. Także w życiu prywatnym pisarz zawsze otoczony był towarzystwem kobiet. Trzy żony, liczne romanse świadczą dobitnie o wielkim zainteresowaniu pisarza kobietami. Jak sam zresztą twierdził, to tylko poprzez zbliżenie się do kobiety, był w stanie w pełni nadać jej cechy przyszłej bohaterce. Tanizaki jako człowiek dążący do afirmacji życia, uważany był za wielkiego konesera i hedonistę. Kobiety, piękne wnętrza, w których z nimi mieszkał, a także jedzenie, które z nimi spożywał – właśnie te trzy czynniki były czymś nieodzownym dla pisarza. Taki jest też świat Dziennika szalonego starca, powieści – jak zgodnie przyznają badacze literatury Tanizakiego, w której nie trudno doszukać się wielu wątków z życia pisarza, a sama główna bohaterka Satsuko i starzec Utsugi, to nikt inny jak synowa Tanizakiego Jun’ichirō – Watanabe Chimako oraz sam mistrz.

Od lat pięćdziesiątych XX wieku w literaturze japońskiej doszło do swego rodzaju tąpnięcia, które ukształtowało nowy trend wśród pisarzy w tym także kobiet, zwłaszcza tych młodych  – dopiero co debiutujących. Reprezentowali już oni nową jakość śmiało decydując się na odważne potraktowanie tematów seksualności człowieka, dokładne opisy scen erotycznych – kwestii nie do końca zgodnych z dotąd panującymi normami moralnymi i akceptowanymi przez społeczeństwo, stanowiących przecież wielkie tabu. Badacze zgodnie podkreślają, że literatura tamtych czasów pisana była już w duchu tzw. nowej moralności (jap. shindōtoku) a w opozycji do tej starej (jap. kyūdōtoku). Pojawienie się takich nazwisk jak Ishihara Shintarō czy Setouchi Harumi spowodowało rewolucję w powojennej literaturze japońskiej i trend ten panuje do dziś. Także noblista Kawabata Yasunari publikując w 1961 roku Śpiące piękności (jap. Nemureru bijo) przełamał pewne tabu dotykając na kartach powieści kwestii starości i erotyki. Tak więc Tanizaki nie był odosobniony, a raczej jako pisarz idący z duchem czasu idealnie wpasował się w ten nurt pisząc w 1956 roku Kagi (Klucz) oraz w 1961 roku Dziennik szalonego starca. Stąd swobodne potraktowanie tematyki seksualności człowieka w powieści, w tym wypadku człowieka starego będącego już nazywając to kolokwialnie – jedną nogą w grobie.

Proza Tanizakiego to proza artystyczna. To kunsztowna, piękna japońszczyzna z wyjątkowo przebogatym inwentarzem terminów kolorystycznych nie zawsze obecnych w naszej polszczyźnie, a więc często prawie nieprzetłumaczalnych. To także proza stanowiąca wielkie wyzwanie dla tłumacza, a to ze względu na długie zdania współrzędne (wielokrotnie!) złożone, w których często nie ma podmiotu. Wybitna japońska badaczka Tanizakiego – Tatsumi Toshi podczas swego wykładu na Sympozjum upamiętniającym 130. rocznicę urodzin Tanizakiego, które odbyło się w czerwcu 2016 roku na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu zaznaczyła: „czytanie (i tłumaczenie) Tanizakiego to przede wszystkim poszukiwanie podmiotu.” – i tak w istocie jest. Profesor Mikołaj Melanowicz –  znakomity i chyba najwybitniejszy tłumacz-wirtuoz, jakiego polska japonistyka wykształciła, poradził sobie z tak określanym tekstem wybornie tworząc zdania krótkie, zgrabne, zrozumiałe, bez powtórzeń i poprawne stylistyczne. Tłumaczenia profesora Melanowicza mają pewną jakość, która u zwłaszcza czytelnika znającego język japoński, wywołuje w toku lektury przekładu swoistą iluzję. A mianowicie czytając po polsku tekst tłumaczenia odnosi się nieodparte wrażenie jakby czytało się oryginał. I w tym tkwi mistrzostwo przekładu profesora Melanowicza. Tak właśnie jest i w przypadku Dziennika. Tanizaki Jun’ichirō doskonale wiedział, że tylko przez literaturę można pisać o tym, o czym nie wypada mówić, gdyż zabraniają tego konwenanse. Jego literatura to kunsztowne odzwierciedlenie ludzkich pragnień. A że był mistrzem pisarstwa potrafił opisywać to w doskonały sposób. Starość, pożądanie, erotyzm, popęd seksualny człowieka niedołężniejącego – taka kumulacja pierwiastków związanych ściśle z naszym człowieczeństwem może szokować, jednakże żaden czytelnik nie powinien przejść obojętnie koło tak zaserwowanej uczty literackiej najwybitniejszego w dziejach japońskiej literatury hedonisty oraz sybaryty, jakim niewątpliwie był Tanizaki Jun’ichirō.

dr Marcelina de Zoete-Leśniczak (ur.1982) – japonistka, adiunkt w Zakładzie Japonistyki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Specjalizuje się w literaturoznawstwie japońskim – japońska literatura współczesna, w szczególności pisarz Tanizaki Jun’ichirō; autorka publikacji na temat życia i twórczości Tanizakiego Jun’ichirō (praca doktorska na temat teatru i dramatu w twórczości Tanizakiego Jun’ichirō w 2013 r.).


Tytuł: Dziennik szalonego starca
Tytuł oryg.: Fūten rōjin nikki
Autor: Tanizaki Jun’ichirō
Tłumacz: Mikołaj Melanowicz
Wydawca: Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania: maj 2018 r.
ISBN: 978-83-06-03419-6

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.