W głąb obrazu. Recenzja książki „W cieniu Wielkiej Fali. Eseje o japońskim druku i drzeworycie”

5 maja 2019

Wszyscy, którzy przechodzą w życiu przez etap fascynacji lub choćby lekkiego zainteresowania kulturą japońską, trafiają w pewnej chwili na obraz wielkiej fali uchwyconej w momencie, gdy zawieszona nad łódką z rybakami grozi im zatopieniem. Gdzieś w oddali majaczy góra Fuji, nieznacznie wyróżniająca się spośród stożków innych fal. Pod wielką falą w Kanagawie autorstwa Katsushiki Hokusaia to jeden z tych obrazów, który wyrósł w naszej, zwłaszcza zachodniej wyobraźni, na dzieło gigantyczne, niedoścignione, takie, w cieniu którego powinny się ukryć wszystkie inne. Oczywiście to tylko pars pro toto. Są jeszcze piękne kobiety Utamara, pejzaże Hiroshigego i wojownicy Kuniyoshiego. Czy kogoś pominęłam? Nie, chyba to wszyscy „giganci”, dobrze opisani w literaturze naukowej i popularnonaukowej.

Tymczasem rzeczywistość odbiega od tego obrazu. Drzeworyty w Japonii nie były traktowane jako przejaw wielkiej sztuki, stanowiły tylko część rozwiniętego rynku wydawniczego, a w dodatku kojarzeni powszechnie artyści to zaledwie mała grupa twórców z XIX wieku, podczas gdy cenieni autorzy drzeworytów, jak Suzuki Harunobu czy Kobayashi Kiyochika, działali przez cały okres Edo (1603–1868), Meiji (1868–1912) aż do początków Taishō (1912–1926). W tej sytuacji cenne jest poszerzanie wiedzy polskiego odbiorcy o kolejne informacje i dlatego szczególnie godna polecenia jest publikacja W cieniu Wielkiej Fali. Eseje o japońskim druku i drzeworycie Olgi Yoshidy-Mądrowskiej.

O. Yoshida-Mądrowska, W cieniu Wielkiej Fali. Eseje o japońskim druku i drzeworycie, wyd. Kirin.

Tematy poruszane w książce w sporej części są nowością wśród publikacji polskojęzycznych. Autorka opisuje między innymi realia pracy artystów projektujących drzeworyty i sposób działania rynku wydawniczego okresu Edo, omawia drzeworyty z okresu wojen z Chinami (1894–1895) i z Rosją (1904–1905), w tym erotyczne obrazy wojenne, a także biografie artystów okresu Meiji. Książka ma formę ośmiu niezależnych artykułów, ułożonych chronologicznie, zawierających kilka wzajemnych odniesień. Wbrew opisowi z okładki nie nazwałabym ich esejami, ale właśnie artykułami popularnonaukowymi, ponieważ niemal każda informacja opatrzona jest przypisem przytaczającym źródło lub dopowiedzeniem autorki do głównego tekstu. Ponadto po artykule podana jest jego pełna bibliografia. Autorka wraz z wydawnictwem zrezygnowali z wygodnego układu tekstu z końcowymi przypisami i bibliografią na rzecz przekazywania informacji od razu, co sprawia, że układ graficzny ma nieco męczącą formę artykułu naukowego z akapitem tekstu i dwiema trzecimi strony przypisów. Z drugiej strony, dzięki temu dopiski wyjaśniające wspominane fakty czy zjawiska znajdują się w zasięgu wzroku czytelnika. Jest to więc forma kompromisu, aczkolwiek może warto w przyszłości zastanowić się nad zupełnie inną strukturą tekstu, która pozwoli czytelnikowi sprawnie przejść przez tekst i doczytać dodatkowe informacje w słowniczku lub przypisach końcowych. W publikacji elektronicznej przypisy łatwo ukryć pod hiperlinkami, w słowie drukowanym dobrze jest pomyśleć o wygodzie czytelnika w trochę inny sposób.

Rozdziały – eseje są, jak wspomniałam, ułożone chronologicznie, a przy tym tematycznie, od tych najbardziej ogólnych do szczegółowych, dzięki czemu materiał układa się w logiczną całość. Wstęp to zestaw faktów opisujących wydarzenia okresu Edo, stanowiących podstawę historyczną dla dalszych artykułów związanych z drzeworytem. Nie polecam jednak wczytywać się w niego ze względu na uproszczenia, które mogą prowadzić do błędnego obrazu Japonii. Dużo lepiej i przyjemniej czyta się „Rynek wydawniczy okresu Edo. Przyczynek do historii japońskiego papiernictwa i drukarstwa”. W tym rozdziale autorka opisuje dzieje druku w Chinach i Japonii, rozwój rynku wydawniczego i samą budowę drukowanej książki. Szczególnie cenne dla poszerzenia horyzontów czytelników są informacje o pracach ilustratorskich, które wykonywali artyści powszechnie kojarzeni tylko z barwnymi drzeworytami, tacy jak Shunshō, Hokusai, Toyokuni I, Kuniyoshi i Kunisada. Zamieszczona pod koniec artykułu charakterystyka książki drukowanej jest również jednym z nielicznych tego rodzaju polskich tekstów, który dobrze opisuje książkę japońską, drukowaną dawniej pod wieloma względami inaczej niż europejskie kodeksy.

„Krótko o cenzurze i propagandzie w okresie Edo” to artykuł, który polecam każdej osobie zajmującej się drzeworytem. W jednym miejscu zebrane są podstawowe fakty dotyczące cenzury i sposobów wpływania władzy japońskiej na społeczeństwo od końca XVIII wieku do upadku szogunatu, a w kilku dodatkowych zdaniach autorka wiąże ten okres również z czasami późniejszymi. Kluczowe reformy okresu Kansei (1789–1793) oraz reforma Tenpō (wprowadzona w 1842 roku) są jasno scharakteryzowane, zaś dodana do nich bibliografia pozwoli zainteresowanym dotrzeć do źródeł naukowych. „Od chińskich banitów do honorowych samurajów. Manifest artystyczny Kuniyoshiego” i „Wątki zachodnie w twórczości Utagawy Kuniyoshiego” to dwa eseje, w których autorka skupia się na twórczości mistrza drzeworytów musha-e (czyli obrazów wojowników), autora wielu rozwiązań kompozycyjnych i ikonograficznych, z których czerpali późniejsi artyści, ilustrujący między innymi wydarzenia wojenne końca XIX i początku XX wieku. Oprócz faktów biograficznych autorka przywołuje również napotkane w literaturze anegdoty. Te dwa rozdziały to dobry punkt wyjścia do poznania Kuniyoshiego. Stąd można ruszyć w stronę katalogów sztuki skupiających się na jego twórczości, publikowanych w wersji drukowanej i elektronicznej. W rozdziale zatytułowanym „Ogura nazora-e hyakunin isshu – historia i tradycja cyklu z rodzimej kolekcji” kryje się nie tylko opis słynnej serii poetyckiej, ale i ciekawostka dla wszystkich zainteresowanych organizacją pracy artystów drzeworytu. Autorka opisuje, w jaki sposób Kuniyoshi, Hiroshige i Kunisada współtworzyli ilustracje do tej i innych serii wydawniczych. Dodaje przy tym informacje o znaczącej roli wydawcy, który, mając głos decydujący w sprawie finansowej, wpływał również na jakość wykonywanych prac. Od niego w dużym stopniu zależało, czy ostateczna forma drukowanych obrazów była dopracowana i na wysokim poziomie czy też pełna niedoróbek, przy których nawet prace utalentowanego artysty wydawały się dość przeciętne.

W końcu docieramy do tej części książki, która wydaje się najbardziej interesująca ze względu na dotychczasowy brak literatury polskojęzycznej omawiającej tę tematykę. Są to trzy artykuły prezentujące zagadnienia związane z drzeworytami okresu Meiji: „Postać żołnierza – postać samuraja. O różnicach w drzeworytach z okresu wojny chińsko-japońskiej i rosyjsko-japońskiej”, „Nie tylko w służbie propagandy: przegląd biografii artystów sensō-e” oraz „Shunga na wojnie: drzeworyty erotyczne w czasach ekspansji terytorialnej”. Tytuły odzwierciedlają zawartość poszczególnych rozdziałów, więc można tylko dodać, że autorka jasno i zwięźle opisała prezentowane zagadnienia, tworząc pigułkę wprowadzającą niezaznajomionych czytelników w fakty dotyczące wojen japońsko-chińskiej (1894–1895) oraz japońsko-rosyjskiej (1904–1905), propagandowego obrazu Japonii oraz roli obrazów tworzonych przez artystów drzeworytu bezpośrednio na froncie lub na podstawie przygotowanych szkiców. Dodatkową atrakcję książki stanowi ostatni artykuł, poświęcony obrazom erotycznym, choć nie ze względu na treści dla dorosłych, lecz słabą dostępność tego rodzaju materiałów do celów badawczych. W polskich kolekcjach muzealnych znajdują się głównie obrazy z gatunku shunga z okresu klasycznego ukiyo-e, rzadko kiedy trafiają się drzeworyty z czasów Meiji, a erotyczne obrazy tego okresu nie występują tam wcale. Książkę zamyka wkładka z kolorowymi ilustracjami. Właściwie ilustracje znajdują się w odpowiednich miejscach tekstu, niestety – czarno-białe, a te dołożone z tyłu nie są w żaden sposób powiązane z poszczególnymi artykułami ani nie odpowiadają wszystkim umieszczonym w treści. Jeśli więc ktoś chciałby z nich skorzystać, to tylko poszukując po samym obrazie. Niestety, znów tracą i teksty, i czytelnik.

Czytając W cieniu Wielkiej Fali… myślałam o tym, że sytuacja polskiego rynku wydawniczego związanego ze sztuką japońską zmieniła się diametralnie w ciągu ostatnich dwóch dekad. Znalezienie publikacji polskojęzycznych, poświęconych samym drzeworytom japońskim około roku 2000 graniczyło z cudem. Można było mieć nadzieję na doszukanie się pojedynczych artykułów w materiałach pokonferencyjnych lub w katalogach wystaw, takich jak wydane przez Muzeum Narodowe w Krakowie Hiroshige: wystawa drzeworytów w dwusetną rocznicę urodzin artysty z 1997 roku czy Manga, Manggha, manga: komiksowość i animacja w sztuce japońskiej z 2001. Materiały do własnych badań należało zdobywać w zagranicznych bibliotekach. Dziś publikacji jest dużo więcej, a dzięki stałemu zainteresowaniu odbiorców wydawnictwa decydują się na druk książek omawiających mało znane tematy, poszerzając tym samym świadomość polskich czytelników dotyczącą historii, kultury i sztuki Japonii. Olga Yoshida-Mądrowska jest więc w tej uprzywilejowanej roli osoby wprowadzającej temat późnych drzeworytów japońskich i oby dalej go zgłębiała.

Fragment drzeworytu zamieszczonego w książce (T. Beisaku, Walcząc z okropnym śniegiem. Japoński oficer patroluje terytorium wroga, 1895.). Źr. WikiCommons.

W swojej książce prowadzi ona dość swobodną narrację i miejscami przybiera gawędziarski styl, z dopowiedzeniami w przypisach czy – odwrotnie – z pomijaniem szczegółów. Generalnie nie ma w tym konsekwencji i trudno byłoby traktować tę publikację jako wykład czy pracę naukową, ale dołączona do tego bibliografia, bogata w literaturę japońską, zachodnią oraz japońskojęzyczne i anglojęzyczne źródła internetowe może być bardzo interesująca dla osób głębiej zainteresowanych poszczególnymi tematami. Niestety, gdy przychodzi do opisów zjawisk historycznych, autorka przyjmuje europocentryczny punkt widzenia, sięgając po niemal protekcjonalny ton. Używanie uogólnień i skrótów myślowych wymaga wiele ostrożności. W ten sposób pisano w połowie XX wieku, gdy brakowało wiadomości pozwalających zrozumieć czy uzasadnić działania japońskie. Dziś takie podejście jest nieadekwatne do poziomu dostępnych informacji i może ukształtować w czytelnikach, którym brak jeszcze wiedzy o historii tego kraju, mylny sposób patrzenia i uzasadnienia faktów. Kilka poniższych przykładów ilustruje, na co, moim zdaniem, należy zwrócić uwagę podczas czytania. We wstępie autorka pozwala sobie na uproszczenie dotyczące relacji Japonii z innymi państwami, pisząc: „Przez handel z Holendrami Japończycy czerpali też wiedzę o świecie” (s. 16–17) Nie jest przecież tajemnicą, że tzw. zachodnie książki oraz broń były sprowadzane również przez możnowładców (daimyo) niezależnymi kanałami z innych krajów niż Holandia. Poza tym aż się prosi o zaznaczenie, że chodzi o świat zachodni. Jest to oczywiste dla tych, którzy znają już historię i nie muszą być informowani, jaką rolę pełnił ośrodek handlowy na wyspie Deshima. Osoby niewiedzące właśnie się dowiadują, że Japonia nie utrzymywała kontaktu z żadnym krajem, wliczając z to Koreę, Chiny i królestwo na Wyspach Riukiu, a Holendrom przypadła rola ich nauczycieli. Żeby wszystko w historii było takie proste… Z kolei w rozdziale „Postać żołnierza – postać samuraja” dowiadujemy się, że po podpisaniu traktatów handlowych w latach 50. XIX wieku Japończycy ruszyli „do Europy i Ameryki, by studiować na światowych uczelniach” (s. 128). Dlaczego nie po prostu na „zachodnich”, skoro z punktu widzenia Japończyków było to poznawanie innej kultury, a nie wyrwanie się z prowincji na szeroki świat? Na początku rozdziału „Rynek wydawniczy…” autorka napisała, że „Góra Fuji, tłumy na ulicach, piękne kobiety, aktorzy i wojownicy – to w oczach mieszkańców Zachodu kwintesencja sztuki «Kraju Kwitnącej Wiśni»”. W przypisie do tego fragmentu dopowiada natomiast: „Oczywiście jest jeszcze doskonałe malarstwo, rzeźba i rzemiosło, np. ceramika, ale być może ze względu na koszty wykonania i wymiary przedmioty te nie trafiały do Europy w takiej ilości, jak lekkie, barwne druki” (s. 26). To znów przekłamanie, ponieważ zarówno ceramika, nawet ta ogromnych rozmiarów, tkaniny, parawany, rzeźby czy przedmioty z brązu, nie wspominając o lakowanych skrzyniach, meblach i innych przedmiotach, trafiały do Europy na dużą skalę od XVI wieku. W wieku XIX w Japonii tworzono nawet całe serie przedmiotów na eksport, choćby ceramikę Satsuma. Druki japońskie stały się po 1867 roku szalenie popularne i stworzone ogromne kolekcje drzeworytów, ale były one związane z inną klasą społeczną niż wcześniejsze kolekcje chinoiserie i japonaiserie, może więc stąd wybiórcze spojrzenie powodujące niepotrzebny błąd?

Gdyby się zastanowić nad tym, do kogo kierowana jest książka Olgi Yoshidy-Mądrowskiej, to okazuje się, że nie ma na to pytanie prostej odpowiedzi. Z jednej strony tematy są wprowadzane w sposób popularyzatorski, z wyjaśnianiem każdego pojęcia i podstawowych faktów z historii Japonii. Z drugiej – szczegółowa bibliografia przyda się niejednej osobie badającej poszczególne zagadnienia. Hybrydowa postać artykułów może wynikać z chęci przetworzenia materiału zebranego podczas badań naukowych na formę popularną. Trzeba jednak do tego trochę bardziej stanowczych kroków i trochę więcej pracy redaktorskiej, której, jak się zdaje, wydawnictwo poskąpiło autorce. W stopce redaktorskiej znajduje się osoba odpowiedzialna za opracowanie graficzne, recenzenci naukowi i informacje o prawach autorskich. Brak redaktora, który zaopiekowałby się stylem tekstu, zadał pytania w miejscach niejasnych do interpretacji i zaproponowałby może dodanie informacji o słowach z języka japońskiego. Niestety, nie ma tych dwóch zdań, które zwykle pojawiają się w publikacjach dotyczących Japonii; o wykorzystaniu transliteracji Hepburna do zapisu słów japońskich oraz kolejności nazwisko, imię w przypadku Japończyków. Mnie osobiście raziło również używanie słowa rōnin, które od wielu lat jest spolszczone i publikowane w Słowniku Języka Polskiego, oraz nieodmienianie imienia Hiroshigego. Te drobiazgi psujące nieco smak przyjemnej lektury mogłyby w ogóle nie dotrzeć do rąk czytelnika, gdyby wydawnictwo włożyło więcej troski w wydawaną publikację.

Niezależnie od drobnych niedociągnięć samej książki, należy docenić wiedzę Olgi Yoshidy-Mądrowskiej na temat drzeworytów japońskich późnego okresu Edo i czasów Meiji, ilość zebranego materiału oraz ogromną pracę włożoną w podzielenie tego materiału na krótkie, stosunkowo łatwe do przyswojenia artykuły. Jej praca, jak sama wspominała w jednym z wywiadów, wyrosła z pasji i chęci dowiedzenia się więcej, a to cecha, którą należy pielęgnować i pokazać innym, ponieważ warto robić to, co jest interesujące. Nie jest to zresztą pierwsza publikacja tej autorki. Ma ona w swoim dorobku artykuły popularne i naukowe dotyczące militarnej historii Japonii, obrazów propagandowych i pop-kultury. Pomimo, że mieszka w Japonii, bierze udział w życiu społeczności zajmującej się szeroko pojętą kulturą Japonii, między innymi współpracując z portalem Japonia-Online jako zastępca redaktora działu Historia. Jesienią zeszłego roku obroniła na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu rozprawę zatytułowaną Elementy tradycyjnej kultury wizualnej w japońskiej propagandzie wojennej w latach 1868–1945. Wśród jej wcześniejszych publikacji znajduje się między innymi Utagawa Kuniyoshi i portret japońskiego wojownika, wydane w 2011 roku przez Kirin, oraz „Dziedzictwo Kuniyoshiego Utagawy we współczesnej kulturze i popkulturze Japonii”, w tomie Cool Japan: autoprezentacja Japonii w popkulturze, z 2017 roku.

Na polskim rynku wydawniczym powoli mijają czasy gigantów i czytelnicy zdobywają wiedzę nie tylko z książek Jolanty Tubielewicz, Zofii Alberowej i Mikołaja Melanowicza. Dostęp do materiału badawczego i źródeł informacji jest tak łatwy, że wystarczy pasja i samozaparcie, by znaleźć odpowiedzi na większość pytań. Jeśli dodać do tego dozę krytycznego spojrzenia oraz przychylne wydawnictwo, to okaże się, że nie tylko nowe dzieła sztuki japońskiej stają się znane i przebadane, ale także nowi autorzy i autorki wychodzą z cienia prekursorów polskich badań japonistycznych. I wtedy przenosimy wzrok z wielkiej fali na dalszy plan, w głąb obrazu.

Aleksandra Görlich

Historyczka sztuki, przez lata związana z Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, członkini Polskiego Instytutu Studiów nad Sztuką Świata, wiceprezes Stowarzyszenia SENSHINKAI Chadou Urasenke Tankoukai. Autorka wystaw i publikacji poświęconych sztuce i kulturze Japonii, w tym drzeworytom, m.in. Obrazy Chūshingury, czyli jak opowiedzieć nie mówiąc wprost (2018), „Skarbiec wiernych wasali”. Dramat czterdziestu siedmiu roninów (2012), Dramat zastygły w drzeworycie. Historia o czterdziestu siedmiu roninach w serii drzeworytów Hiroshige (2009), a także tekstów o sztuce współczesnej. Współpracuje z czasopismem literackim „Nowa Dekada Krakowska”.
http://aleksandragoerlich.wordpress.com


Tytuł: W cieniu Wielkiej Fali. Eseje o japońskim druku i drzeworycie
Autor: Olga Yoshida-Mądrowska
Wydawca: Kirin
Data wydania: marzec 2019 r.
ISBN: 9788362945832

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.